Pięć minut rano, które poskładały mój dzień
Przez lata mówiłam sobie, że nie mam czasu na modlitwę. Dwoje dzieci, praca na etacie, wieczne spóźnienia. Modliłam się właściwie tylko wtedy, gdy coś się działo – przed wynikami badań, przed rozmową o pracę. W styczniu przeczytałam tutaj tekst o modlitwie porannej i postanowiłam spróbować: pięć minut, zanim wstaną dzieci. Telefon zostawiłam w kuchni, kupiłam zwykły budzik. Pierwsze dni były dziwne, siedziałam i nie wiedziałam, co mówić, więc odmawiałam tylko Ojcze nasz i czytałam Ewangelię z dnia. Po trzech tygodniach zauważyłam coś, czego nie spodziewałam się wcale: byłam spokojniejsza w korku, mniej krzyczałam na dzieci, a zdania z poranka wracały do mnie w ciągu dnia. Nie wydarzył się żaden cud. Po prostu zaczęłam wchodzić w dzień z Kimś, a nie sama. Dziś to już dziesięć minut i nie wyobrażam sobie poranka bez nich.
— Agnieszka, Kraków, Polska · 2 września 2026
